Ryba w eterze

Zamknęli im sklep z rybami, wokół którego kwitły dyskusje o kulturze alternatywnej. Zaczęli od protestów, skończyli na internetowym radiu. Radio Ryba tworzą białoruscy aktywiści społeczni, literaci, dziennikarze, satyrycy, członkowie organizacji pozarządowych. Ich głównym celem nie jest walka z reżimem, a pobudzenie społecznej aktywności.

Autorka: Anna Malinowska, wywiad oryginalnie opublikowany na www.ngo.pl 2011-12-12 

Sklep Ryba w Mińsku
Sklep Ryba w Mińsku

Zrealizowany we Wrocławiu, podczas Europejskiego Kongresu Kultury, projekt „Radio Ryba” był efektem współpracy amatorskiej radiostacji internetowej Radio Ryba z Mińska i redakcji Polskiego Radia dla Zagranicy, w ramach konkursu Art For Social Change (Sztuka dla zmiany społecznej), zrealizowanego dzięki Narodowemu Instytutowi Audiowizualnemu.

Współorganizatorem przedsięwzięcia była fundacja Centrum Kultury Reveres, działająca na rzecz propagowania otwartego społeczeństwa oraz popularyzacji nowoczesnych technologii w trzecim sektorze oraz Next Stop – New Life, białoruskie stowarzyszenie młodzieżowe zajmujące się edukacją obywatelską. Projekt zrealizowano w partnerstwie z SocialCamp Kraków i Nową Europą Wschodnią.

Projekt miał pogłębić współpracę między polskimi dziennikarzami i przedstawicielami dziennikarstwa obywatelskiego z Białorusi. Zakładał emisję audycji radiowych o tematyce europejskiej i wolnościowej z Europejskiego Kongresu Kultury na Białorusi z wykorzystaniem technologii internetowej podcast.

We Wrocławiu spotkali się dziennikarze białoruskiej redakcji Polskiego Radia dla Zagranicy (Polskie Radio) Dzimitry Hurnievic oraz Walery Sauko, członkowie projektu ze strony białoruskiej: Vladislav Buben (montażysta), Antonina Jelistratowa (prezeska Next Stop – New Life, dziennikarka), Aleh Novikou (pseudonim „Liolik Uchkin”, dziennikarz), Ihar Zaltkou (tłumacz, dziennikarz) oraz koordynator projektu ze strony Reversu, Wojciech Załuski. Rozmawiamy z nimi o początkach i idei Radia Ryba, dziennikarstwie obywatelskim na Białorusi oraz o sytuacji aktywistów z Mińska.

Aleh Novikou na tle sklepu

– To dzięki Wam Białoruś usłyszała o Europejskim Kongresie Kultury. Oficjalne media nie podały żadnej informacji?

Ihar Zaltkou: – Puścili trzy anonse. Poza tym nie było żadnej wzmianki.

– We Wrocławiu pracowaliście non stop. Co usłyszeli mieszkańcy Białorusi?

Aleh Novikou: – Jeszcze nie wszystko usłyszeli, bo te najważniejsze, najdłuższe rozmowy będziemy dopracowywać, tłumaczyć i montować po powrocie. Chociaż faktycznie udało nam się zrobić więcej niż zakładaliśmy. W sumie mamy osiem audycji. O dziennikarstwie obywatelskim – rozmowę z Cezarym Ciszewskim z Miasta w Komie, wywiad z Andrzejem Wajdą, z francuskim filozofem Guyem Sormanem na temat kultury i liberalizmu w Rosji, rozmowę z Ryszardem Kluszczyńskim o kulturze krytycznej i cyfrowym postmoderniźmie. Udało nam się zrobić także audycje związane z warsztatami literackimi.

– Do tego materiały, które przygotowała redakcja Polskiego Radia.

A.N.: – Tak. Z ich strony w eter poszła relacja z inauguracji i zakończenia Kongresu, rozmowa z Andrzejem Wajdą, Arturem Rojkiem, wywiad z dyrektorem agencji koncertowej BO promo Aleksandrem Bogdanovem o współczesnej scenie muzycznej na Białorusi i dziennikarzem Witoldem Szabłowskim. Do tego wywiady z nami, twórcami Ryby. Wszystkie audycje zrealizowane przez Polskie Radio zostały wyemitowane w eter na teren Białorusi dzięki satelicie oraz na falach krótkich i były dostępne przez Internet. Polskie Radio udostępniło też specjalny kanał podcastów z EKK.

– Wróćmy do Was. Radio Ryba. Jak powstało i skąd ta nazwa? Podobno wszystko przez pewien sklep, który Wam zamknęli.

I.Z.: – Mieliśmy swoje ulubione miejsce – sklep z wędzonymi rybami. W środku trzy stoliki. Tanie piwo, a na zewnątrz przestrzeń do swobodnych dyskusji. Sklep znajdował się w pobliżu uniwersyteckiego kampusu, wydziałów filologii i filozofii. Stał się miejscem, gdzie spotykali się literaci, socjologowie, młodzi ludzie, aktywiści. Powiedzmy, że była to nasza wolnomyślicielska oaza. Takich miejsc w Mińsku nie ma. Są bary, na które nas nie stać. I ten nasz ulubiony sklep postanowiono zamknąć. Teren wykupił developer.

- A wy postanowiliście o niego walczyć?

I.Z.: – Tak. Żeby zabić ten społeczny wszechobecny marazm i surrealizm, w którym żyjemy. Pokazać, że nie zgadzamy się na likwidację jedynego dla nas miejsca, które sprzyjało rozwojowi wolnomyślicielstwa. Wpadliśmy na pomysł kampanii społecznej w obronie sklepu. Intelektualna śmietanka, która w Rybie piła piwo, zaczęła pisać wiersze, eseje, odezwy. Trochę z przymrużeniem oka, ale cel był jasny. Powstał zbiór rozmów, przemyśleń. Moje wydawnictwo zdecydowało się opublikować książkę z tymi tekstami.

A.N.: – Napisałem prowokacyjne opowiadanie i – co najbardziej mnie ucieszyło – za mną poszli młodzi ludzie. W końcu jakaś większa społeczność razem zaczęła występować przeciw komercjalizacji Mińska. Teraz zostały już może dwa, trzy miejsca w stolicy, w których twój portfel poradzi sobie z ceną kawy i piwa. Udało nam się zaprotestować przeciwko zniknięciu perełki miejskiej subkultury, gdzie artyści mogli czuć się swobodnie nie uważając na to, co mówią. Budowa kolejnego biurowca, to oczywiście pieniądze dla miasta, ale ukrócenie naszych rozmów też było na pewno na rękę władzom. Sklep niestety zamknięto, ale cieszy nas, że złamaliśmy społeczną bierność, bo do naszej akcji przyłączyło się sporo osób.

– Eseje, odzewy, opowiadania. Skąd wzięło się radio?

A.N.: – Poszliśmy dalej. Zorganizowaliśmy koncert w obronie sklepu. Odbywały się cykliczne protesty pod hasłem „Rybny dzień”, mające zmusić urzędników miejskich do przywrócenia naszej kulturalnej alternatywy. Nagle ktoś rzucił pomysł antyradia. Niezależnego, opozycyjnego wobec mediów publicznych, dającego zupełnie inne informacje. Tylko, żebyś mnie dobrze zrozumiała: Radio Ryba nie jest radiem, które w audycjach krytykuje władzę. Nie o to nam chodzi. Ludziom na Białorusi brakuje wiadomości. Innych niż te jedynie „słuszne”, nadawane przez publiczne media.

– To o czym są wasze audycje?

I.Z.: – Chcieliśmy stworzyć radio „uliczne”. Słuchacze mogą na przykład wysyłać do nas wiadomości na telefony komórkowe i to stanowi często bazę treści, która potem idzie w eter.

A.N.: – Próbujemy przekazać ludziom to, co naprawdę dzieje się na alternatywnych scenach. Literackiej, feministycznej, anarchistycznej. Podajemy wiadomości kulturalne, ekologiczne. Najważniejsza jest dla nas merytoryka i to, że choć nie można nazwać nas profesjonalnym radiem, to audycje są zawsze przygotowywane starannie i bez przekłamania. To taki nasz punkt wyjścia do demokratycznego stylu prezentowania treści. Zarządzamy wszyscy razem, ignorując cenzurę.

– Powiedziałeś, że daleko Wam do profesjonalizmu. Jak wygląda Wasza praca, jak tworzycie audycje nadawane w Rybie?

I.Z.: – Dobrze, że nie zapytałaś jak wygląda nasze studio, bo tego nie mamy wcale. Jeden z nas pisze materiały, potem wysyła do Vlada. Nagrywamy, montujemy, puszczamy do Internetu. Oczywiście marzy nam się większy profesjonalizm, ale na tym etapie ta nasza techniczna nieudolność i nieprofesjonalizm są zaletą. Celem Ryby jest przekazanie społeczeństwu pewnej idei.

– Jakiej?

A.N.: – Aktywizacji. Marazm społeczny to największy problem na Białorusi. Nie reżim, pieniądze czy polityka. Do tego już przywykliśmy, choć może nie powinienem tak mówić. Żeby walczyć z tymi problemami, potrzebne jest społeczne zaangażowanie. A do tego Białorusinów trudno przekonać. Walczysz o przetrwanie, więc nie myślisz o takich rzeczach. Radio Ryba ma w naszym zamyśle pobudzać aktywność, pokazywać niszową kulturę. W naszym kraju niemożliwe jest zarejestrowanie alternatywnej radiostacji. Tylko Internet daje nam namiastkę demokracji. Jest punktem wyjścia do zorganizowania najróżniejszych wydarzeń.

Antonina Jelistratowa: – Organizacja wydarzeń jest dla nas, aktywistów jednym z największych wyzwań w ogóle. Problemem jest nagłośnienie jakiejkolwiek akcji i to Internet stanowi jedyne medium, poprzez które możemy poinformować ludzi. Jeśli nie działasz po stronie „oficjalnej”, a reprezentujesz ruch społeczny czy organizację pozarządową, kulturalną, zapomnij o tym, że informacja pójdzie w mediach publicznych. Poza tym, jesteś właściwie pozbawiony szansy na znalezienie miejsca czy zatrudnienie ludzi, którzy pomogą ci zrealizować twój pomysł. Nie ma praktycznie szans na uzyskanie pozwoleń, by użyć publicznej przestrzeni do czegokolwiek. Do wszystkiego wymagane są pozwolenia od policji, straży miejskiej, służb ratunkowych. I nie mówię tu wyłącznie o wielkich imprezach masowych.

A.N.: – Czasem znajdujesz miejsce, które należy do prywatnego właściciela. On daje ci zgodę. Za chwilę jednak słyszysz, że ma przez to kłopoty albo wystąpiły jakieś problemy techniczne, więc niestety musi ci odmówić użycia swojego lokalu. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, ale jakaś przeszkoda zawsze się znajdzie.

Leave a Reply

  

  

  

* Skopiuj hasło (Copy this password):

* Wklej lub przepisz hasło tutaj (Type or paste password here):

238 Spam Comments Blocked so far by Spam Free Wordpress